“Failure of Research & Development” (porażka przy projektowaniu), bądź też “Fix Or Repair Daily” (naprawiaj lub reperuj codziennie), bądź też… Oj dużo tego. Jest jeszcze kilka rozszerzeń “skrótu” FORD które szczególnie mi przypadły do gustu, i pasują do mojego Escorta. Na pewno odpowiednie jest “First On Rust & Deterioration” (pierwszy w rdzewieniu i utracie wartości) jak i czytane od tyłu, “Driver Returns On Foot” (kierowca wraca piechotą).
Z Escortem walczę już, z wielką pomocą Szymona, któryś dzień z rzędu, z bardzo prozaicznego powodu – uszkodzenia miski olejowej. W większości normalnych samochodów, wymiana miski polega na wjechaniu na kanał, spuszczeniu oleju, odkręcniu 10-12 śrub trzymających miskę olejową od spodu silnika, zdjęciu miski, założeniu nowej wraz z nową uszczelką, doszczelnieniu silikonem i przykręceniu miski. Cała taka zabawa trwa maksimum godzinę dla jednej, niewprawionej w “mechanicznych” bojach osoby. Ale nie, FORD musiał wymyśleć inaczej. Jakiś wspaniałomyślny inzynier stwierdził, że te kilkanaście śrub od spodu nie wystarczy. Dokręćmy jeszcze miskę z boku! Najlepiej tam, gdzie nikt nie zagląda – pod kołem zamachowym! Tak, to genialny pomysł!
Jak wymyślił, tak zrobił, dzięki czemu wymiana miski olejowej w Escorcie polega na rozebraniu dosłownie połowy auta. Żeby dostać się do 4 ostatnich śrub mocujących miskę od strony skrzyni biegów, trzeba tą skrzynię wyciągnąć, a co z tym się wiąże – trzeba najpierw:
- wykręcić maskę i zdjąć maskę – bo nie otwiera się wystarczająco żeby dało się silnik podwiesić
- zdjąc całą zabudowę silnika z prawej strony (patrząc od przodu) – filtr powietrza, rurki dolotowe itp.
- zawiesić silnik na haku
- zdemontować linkę prędkościomierza, linkę sprzęgła
- zdjąc prawe koło, odkręcić półosie z obu stron
- wykręcić rozrusznik
- wyciągnąc cięgno zmieniające biegi – niestety, trzeba było grzać palnikiem bo było zatarte
- odkręcić 2 poduszki trzymające skrzynię biegów, do których jest tak ch*jowe dojście ze łeb odpada
- odkręcić skrzynię biegów, i później w 2-3 osoby ją wyciągać, bo miejsca jest tak mało że co chwilę się blokuje, podpierając ją lewarkiem żeby dalo się manewrować
- odkręcić sprzęgło
- odkręcić koło zamachowe
- i na samym końcu odkręcić te 4 pier**lone śruby, którymi ta miska jest przykręcona.
Rewelacja po prostu. W Escorcie oczywiście do wszystkiego jest “świetne” dojście, tak piękne że można sobie ręce połamać. A kiedy już uda się jakoś kluczem wmanewrować w cienkie szczeliny, to okazuje się ze to nie ten klucz. Bo oczywiście FORD kupował śruby na kilogramy, i po jaką cholerę mają trzymać się standardów? Po co użyć przy silniku kilku standardowych rodzajów śrub, jak np. w Galancie, gdzie 99% rzeczy odkręcało się za pomocą kluczy 8, 10,12 i 17. W Escorcie musi być inaczej. Mamy tutaj śrubki na 10tkę, 11, 12, 13, 15,16,17, 19, do tego imbusy i torxy. Efekt tego jest taki, że najchętniej wziąłbym takiego “inżynierka”, zmusił żeby wlazł w tej swojej pięknie wyprasowanej, białej koszuli do kanału, i przy temperaturach bliskich 0 stopni zmagał się z taką wymianą miski olejowej. Samemu. I nie dostałby jeść dopóki by tej miski nie wymienił.
Przynajmniej po tej robocie miałem apetyt na jedzonko…
Parę fotek poniżej









