Jeśli nie chcesz być zapomnianym szybko po śmierci, albo zaraz pisz rzeczy warte przeczytania,
albo czyń rzeczy warte opisania.

 - Benjamin Franklin

Dorian Rochowski

Dorian Rochowski

"Ojciec dyrektor" tego przybytku. 

URL strony: http://www.rochowski.org

Co cię nie zabije to Cię... wzmocni?

"Balistyczny chaos budowy mięśni" - takie działanie ma mieć wg opisu Muscle Junkie Psycho, czyli odżywka przedtreningowa skierowana dla "żelaznych potworów uboju" (cytaty wzięte z opisu produktu na allegro). Na suplement trafiłem dobre pół roku temu, i traktowałem jego opis jako ciekawostkę, żart i w sumie to się z niego śmiałem, bo hasła o podejmowaniu treningu na poziomie psychotycznym trudno było mi wziąć na serio.
Jako że kończy się okres kiedy w ogóle da się dostać suplementy zawierające DMAA w składzie (substancja zabroniona / wpisana na listę substancji dopingujących), a od listopada zaplanowałem sobie (po dłuższej przerwie) okres treningowy z suplementami "na masę"  to stwierdziłem że w sumie to zamówię i spróbuję, co takiego ma do zaoferowania Psycho.

Ride with me #2 - Słowackie klasyki

Obniżam sztycę w Papryczce, podprowadzam rower Agnieszki do góry. Potem swój. Wsiadam... głęboki oddech, szybkie powtórzenie w myślach "IDDQD", koncentracja... jadę. Ciasna ekspo-agrafka jest klasykiem tego zjazdu. Ekspo, bo jeśli się tu machnę i przestrzelę zakręt, to pierwsze spotkanie z ziemią mogę mieć kilkanaście metrów niżej. Na szczęście ostatnio miałem więcej kontaktu z "prawdziwym" rowerem niż przed poprzednią wizytą w okolicy i tym razem agrafkę "skleiłem" bezproblemowo. Krótka euforia szybko ustępuje. To było preludium... druga z blisko 70 agrafek na tym szlaku, który właśnie ze względu na ich stężenie - sięgające miejscami granic absurdu - oraz kilka trudnych "momentów" został wyceniony na P4/P5 w sześciostopniowej skali trudności opracowanej przez G3Riders.

Ride with me #1 - Czeski Serek

Co można zrobić tuż po zakończeniu zawodów Enduro Trails? Ano spakowac się do auta i pojechać w odwiedziny do znajomych z Opola - z misją "oglądania zdjęć" z tegorocznych wojaży. Słowo stało się ciałem, i po kilku drobnych przygodach i konieczności wytłumaczenia Kartonowi na czym polega różnica między "bardziej w prawo" a "bardziej prosto" dotarliśmy do Opola, obejrzeliśmy zdjęcia i poszliśmy spać. Oczywiście z  niecnym zamiarem wczesnoporannego wybycia do znanego nam skądinąd pasma Jaseników, gdzie mieliśmy się spotkać z chłopakami z BackcountryMTB.org, którzy eksplorowali okoliczne góry i sączyli lokalne trunki już od soboty.

Dobra, ale nie o tym tu. Pod górę wystartowaliśmy z Beli pod Pradadem, korzystając z dobrodziejstw asfaltowo-szutrowego podjazdu wyprowadzającego nas pod same schronisko. Oczywiście nie mogło obyć się bez przygód, bo mój rower po zawodach stwierdził że 'pierdzieli, nie jedzie", najpierw w formie odpadającego ramiona korby, a później - pękniętego (w środku ogniwa!) łańcucha. To oraz plażing w pobliżu jakiejś chatki opóźniło nasz przyjazd i zaprocentowało u oczekujących nas chłopaków ;-)

Jaka jest Twoja wymówka?

Wbiegnięcie kilku pięter po schodach sprawia Ci problem, po założeniu spodni nad paskiem zawija się "bebech", a plan zrobienia "formy na lato w 4 tygodnie" z Men's Healthem spalił na panewce? Nie martw się - nie wszystko stracone. Jeszcze możesz osiągnąć życiową formę, musisz tylko naprawdę mocno chcieć.

Mój obraz sprzed roku to obraz nędzy i rozpaczy. Z przewagą rozpaczy ;-). Siadając, nawet po wciągnięciu brzucha nad paskiem przelewała się tłusta fałda, a kiedy wybierałem się na rower w góry ze znajomymi.... zwyczajnie nie dawałem rady. Byle górki musiałem "wypychać", wiecznie zostawałem z tyłu a przy tym pociłem się jak świnia.
Do tego łatwo łapałem kontuzje i przeziębienia, a - co najgbadziej uciążliwe - ówczesna dziewczyna skutecznie (i mając przy tym 100% racji) suszyła mi głowę pretensjami że się zapuściłem. To Ona poniekąd zmusiła mnie do wykupienia członkostwa w Fitness Academy w Katowicach i rozpoczęcia swojej "przygody" z siłownią.  I tak - stwierdzenie "zmusiła mnie" jest doskonale na miejscu - bo szczerze mówiąc, to na początku miałem totalną awersję do wyjścia na siłownię i szukałem każdej możliwej okazji żeby przed tym uciec. Każda wymówka była dobra - spotkanie z Klientem, tylko przypadkiem ustawione tak żebym nie zdążył pojechać do FA, jakieś sprawy domowe... cokolwiek.  A nawet kiedy już byłem na FA, ćwiczylem tylko dla "spokoju sumienia" - 20 minut na bieżni, 20-30 minut przerzucania ciężarków i "z głowy". Gdyby nie diametralna zmiana podejścia do tematu i to, że w pewnym momencie fitness stał się moim sposobem na życie pewnie zamiast powyższego zdjęcia byłoby zdjęcie hamburgerów, a zamiast wpisu o dochodzeniu do formy - recenzja żarcia w nowym kebabie w okolicy.

Subskrybuj to źródło RSS