Jeśli nie chcesz być zapomnianym szybko po śmierci, albo zaraz pisz rzeczy warte przeczytania,
albo czyń rzeczy warte opisania.

 - Benjamin Franklin

2014... nie będę tęsknił ;-)

Parę godzin temu skończył się 2014 rok, a zaraz z rana "z przytupem" rozpocząłem 2015. Z wielu względów to był dość trudny rok, ale dał też mi sporo satysfakcji, i udało mi się samemu sobie udowodnić wielokrotnie że jak się chce, to się da. Rozpocząłem rok jako (jeszcze) spaślak, zazdrośnie patrzący na formę Michała i innych osób które miały kondycję i powodowały że w 2013 wpadałem w kompleksy i chodziło mi po głowie odstawienie roweru i wiedzenie "zwykłego" życia przeciętnego informatyka. Na szczęście tak się nie stało, a rok był bardzo solidnie przepracowany na siłowni, udało się też wyjechać na kilka, no dobra - kilkanaście naprawdę fajnych wyjazdów w góry, więc... jest co podsumowywać.

Zanim zacznę "tradycyjną" wyliczankę parę rzeczy, które mi się naprawdę podobały a nie pasują do żadnej z poniższych kategorii.
Cieszę się (naprawdę) z tego że sporo ze swojego wolnego czasu spędziłem w Fitness Academy. Pomijając już kwestie typowo sportowe - poznałem tam szereg fajnych osób, a wspólne treningi pozwoliły też na poprawienie kontaktu z obecnymi znajomymi. Dzięki za kawał dobrej motywacji, stawianie - czasem bezsensownych - wyzwań, bo to wszystko sprawia że chce mi się codziennie wsiadać w auto i tam jechać. Fajnym przeżyciem był na pewno kurs instruktora TRX na którym byłem w listopadzie - pozwolił mi nabrać zupełnie innego spojrzenia na pracę trenerów prowadzących zajęcia grupowe na siłowniach. W sumie tak mógłbym wymieniać w nieskończoność, więc... przejdźmy do rzeczy:

Odkrycia roku

Muzyka:

London Grammar. Jeśli miałbym wskazać jeden zespół czy jednego artystę który zrobił mi największe "wow" to zdecydowanie są to oni.

 

Meg Myers. Trochę kojarzy mi się z Alanis Morissette, choć to wersja zdecydowanie bardziej "drapieżna" i mniej ułożona.

Trzeci na liście to nie wykonawca, a konkretny kawałek który praktycznie zawsze mam w playerze kiedy idę samemu "powyciskać" na siłownię. Motywacja level 1000.

Ostatnim muzycznym odkryciem tego roku - niestety chyba mało pozytywnym - było to, że zdecydowanie lepiej mi się ćwiczy, jeździ na rowerze czy na spinningach lub bardziej ogólnie: wykonuje jakąkolwiek aktywność fizyczną przy techniawce / trance i podobnym. Starzeję się, albo mi się gust psuje... Hmm.


Enduro /MTB

Pierwsze miejsce zdecydowanie dzierży zielony szlak prowadzący z Taborskich Skał do Dolni Udoli po czeskiej stronie Gór Opawskich. Niby nic - nie ma ani gigantycznego przewyższenia (~500 m), ani wielkiej długości, ale... ma niesamowitą kombinację sekcji flow, trudnych, szybkich a do tego jest bardzo rzadko uczęszczany przez piechurów.

foto: Arepo
Zielony z Taborskich Skał do Dolni Udoli
rider: Michał
Zielony z Taborskich Skał do Dolni Udoli. Rider: Michał Góźdź

Drugie miejsce na liście ma... Bielsko-Biała. Inicjatywy lokalnych riderów, którzy własnoręcznie wytyczali "na pohybel wszystkim" trasy po okalających miasto górach spowodowały że po latach traktowania Beskidu Śląskiego jak "gór trędowatych" zostałem zmuszony do zmiany zdania. Naprawdę, jest tam teraz gdzie jeździć, co pokazały chociażby organizowane przez bielską ekipę zawody Enduro Trails w których nawet mi się zdarzyło wystartować. Kawał naprawdę dobrej roboty!

Harry pokonuje ściankę na tzw. "Dziabarze" - jednym z wielu okalających miasto singli

Trzecie miejsce na liście odkryć sezonu dzierży... rejon Trójmorskiego Wierchu i szlak zielony który prowadzi na Trójmorski od strony Małego Śnieżnika, a który "za drogą",czyli po przebyciu hardkorowego, znanego ze starych edycji Enduro Trophy odcinka szlaku przechodzi w jedną z najbardziej magicznych ścieżek jakimi w życiu jechałem. W bonusie czerwony szlak prowadzący z tamtych rejonów na Śnieżnik (duży), który jest absolutnie powalającym singletrackiem, który mam na liście "must ride" w 2015  - tylko że tym razem chciałbym go pokonać w drugą stronę :)

Ze względów oczywistych pomijam w zestawieniu szlaki z Niżnych Tatr w których miałem przyjemność w tym roku pojeździć. Nie chcę mieć na sumieniu w końcu czyjejś "pokuty" ;-)

Najlepsze wyjazdy

Najlepszy wyjazd niekoniecznie musi oznaczać najlepszą trasę przebytą w danym roku. Tak było tym razem, bo moim zdecydowanym faworytem była jesienna wycieczka z chłopakami z BackcountryMTB. Sama trasa (którą zresztą sam zaplanowałem) zjazdowo nie urwała głowy, ale nosiła znamiona przygody przez duże P. Wpierw haszczing & wnoszenie rowera prawie 1000 metrów w pionie, później e-p-i-c-k-a graniówka.
Nie, nie było spektakularnych zjazdów, ale był genialny klimat i radość z małych rzeczy - takich jak np. to że nie zlało nas deszczem (a mogło). Na koniec pierwszego dnia "posiadówka" w lokalnym barze z "pomocnikiem barmanki" o wymiarach 2x 2 metry i wesoło nabombioną czeską młodzieżą.
Drugi dzień przyniósł dwie cenne informacje - pierwsza to taka, że to co pierwszego dnia wnosiliśmy na plecach dało się bardzo przyjemnie podjechać, a druga - strażnicy w Parkach Narodowych istnieją. I znają się na rowerach, ciuchach rowerowych (strażnik widząc moje gacie Endury poznał że przybyliśmy na dóch kółkach) i do tego mają poczucie humoru. Przede wszystkim przekonaliśmy się jednak że są tak samo jak my ludźmi z pasją.

epicka graniówka

Cięzko mi określić jaki był drugi najlepszy wyjazd roku, bo tak naprawdę miałem jeszcze 3 naprawdę dobre i syte wypady w minionym sezonie. Na liście jest wypad w Niżne z Harrym i Duckiem, który z racji samego wyjazdu Harrego na dłużej niż kilka godzin jest w pewnym sensie wyjątkowy. Z wypadu powstało wideo które pokazuje sporo z klimatu który był naszym udziałem. Do pełni przekazu brakuje w nim... barmana z jakiejś podrzędnej słowackiej speluny, który będąc w typowo "robolskim" podkoszulku na ramiączkach, z wywalonym za pas wielkim bebechem ze znudzeniem nalewał kolejne piwa... do momentu kiedy zamówiliśmy kawę. Wtedy niespodziewanie okazał się nadzwyczajnym baristą, który uwijał się przy oldschoolowym, ręcznym ekspresie lepiej niż niejeden Włoch.
Kolejne mocne punkty sezonu to wypady większą ekipą - znowu w Niżne Tatry (opisany tutaj) oraz w rejon Mieroszowa, gdzie odkryliśmy parę fajnych szlaków i zmierzyliśmy się z legendarnym szlakiem z Waligóry.

Największe zawody

Zdecydowanym zawodem numer 1 okazał się Stadion Narodowy, a raczej jego akustyka podczas Orange Warsaw Festival. Dość powiedzieć że podczas wyjazdu tam większość czasu spędziliśmy poza stadionem pijąc chrzczone piwo i jedząc sakramencko drogie jedzenie, bo w środku - dopóki nie stawił się komplet ludzi na Kings of Leon - nie było praktycznie nic słychać.
Z innych rzeczy które w tą kategorię się wpisują to to, że nie udało się więcej pojeździć w wysokich górach, dokończyć paru prywatnych projektów (np. Informator Górski który "czeka na lepsze czasy" już od kwietnia...) i to, że mój kurs instruktora Indoor Cycling wiecznie mi gdzieś ucieka.

Gratuluję wszystkim którzy tutaj dotrwali, i... szczęsliwego nowego roku :)

ps.
Pod wpisem są przyciski "Lubię to!" oraz +1. Nie zawahaj się ich użyć! ;-)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Wybrane wpisy

Sprzęt

Jaki rower kupić?

Jaki rower kupić?

14 marzec, 2015

Podstawowe pytanie na które należy sobie odpowiedzieć przed kupnem roweru to "do czego pot...

Blog

Fitnessowe pierdololo: Tabata

Fitnessowe pierdololo: Tabata

14 styczeń, 2015

Tabata to jeden z najpopularniejszych (przynajmniej w teorii) programów treningowych. Patr...

Blog

Jaka jest Twoja wymówka?

Jaka jest Twoja wymówka?

17 wrzesień, 2014

Wbiegnięcie kilku pięter po schodach sprawia Ci problem, po założeniu spodni nad paskiem z...

Blog

Facebook - Twój codzienny Test Inteligencji.

Facebook - Twój codzienny Test…

23 styczeń, 2012

Facebook. 800 + milionów aktywnych użytkowników, miliardy informacji przekazywanych w ciąg...