|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
niedziela, 04 kwietnia 2010 22:44 |
|

Nowa płyta Normalsów wpadła mi w ręce po koncercie, który odbył się w katowickim klubie 2B3 w lutym, dobrych kilka miesięcy po premierze wydawnictwa które miało miejsce w listopadzie 2009 roku. Album zaczyna się od dosyć melancholijnego utworu "Nie ta historia", który tak naprawdę jest jednym z niewielu muzycznych nawiązań do poprzedniej twórczości Normalsów. Mimo niewątpliwej popularności utworu wśród fanów zespołu (najpopularniejszy na last.fm), do mnie on nie trafia. Wydaje mi się, że gdyby był umieszczony w dalszej części płyty miałby większe szanse na zdobycie mojej sympatii - a tak, kiedy tylko włoże krążek, za każdym razem słyszę te same, niezbyt zachęcające dźwięki. Kolejny utwór - "Postęp" - również nie należy do najbardziej udanych utworów na tej płycie. Jest monotonny i męczący do bólu.
|
|
Poprawiony: poniedziałek, 19 kwietnia 2010 23:30 |
|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
piątek, 26 marca 2010 22:30 |
|
Wczoraj rano podesłałem administratorom serwisu JoeMonster link do teledysku Roberta Pieculewicza, pokazującego jak gra na rynku jeden ze swoich utworów. W efekcie, dzisiaj po południu klip trafił do "poczekalni" a z niej po kilku godzinach na "główną" gdzie, z tego co widzę, stał się hitem! Granie Roberta obejrzało blisko 3000 osób w ciągu ostatnich kilku godzin, a na jego stronę internetową zawitało dzisiaj 670 unikalnych użytkowników. Mam nadzieje że te "5 minut" pozwolą mu ruszyć do przodu i stać się bardziej rozpoznawalnym artystą w Polsce, bo na zachód od Odry już go słuchają. Nawet jeśli M-ADventure przestaje organizować koncerty, to i tak chyba będę w jakiś sposób aktywny - chociażby pomagając takim ludziom jak Robert czy zespół STREFA zaistnieć, i zaprezentować swoją twórczość.
Co do samego Roberta - gra na gitarze od lat 80-tych, występował m.in u boku Jacka Dewódzkiego w formacji Revolucja, współpracował również z wieloma mniej lub bardziej znanymi muzykami polskiej sceny muzycznej. Obecnie pracuje nad nową płytą solową, to będzie już... siódma? Często nazywany jest "polskim Satrianim", którego to określenia Robert nie lubi, bo uważa że On gra swoją muzykę a Satriani swoją, łączy ich głównie technika. A prywatnie, jest to jedna z najbardziej sympatycznych, ale też wymagających od siebie osób które dane mi było poznać. Poniżej możesz posłuchać trochę jego muzyki....
|
|
|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
piątek, 05 marca 2010 01:26 |
|
Przez wiele lat, gdy w Polsce ktoś się zapytał o to, czym jest muzyka country, otrzymywał krótką odpowiedź - "to takie amerykańskie disco-polo" - dzięki czemu w kraju utarła się opinia, że słuchanie country jest obciachem, porównywalnym jedynie z wkładaniem koszuli do spodni. Jak zresztą nie mogłoby być obciachem, skoro country tworzą i słuchają w dużej mierze wieśniacy, którzy przecież cały dzień nic tylko widłami gnój przerzucają z miejsca na miejsce, prawda? Takie stereotypowe myślenie w dużej mierze zamknęło muzyce country drogę do półek polskich sklepów i telewizji. Nieliczni Polscy wykonawcy tworzący w tym nurcie koncentrują się na tematach związanych z życiem truckera (kierowcy ciężarówki), tym samym na tematach dla większosci populacji nieinteresujących. A szkoda, bo na zachodzie country to przede wszystkim muzyka o życiu, pasji, uczuciach, trudach i tęsknocie. Jasne - spora część z tych utworów wiąże się z życiem farmera, bo od opowiadania o smętnym, nudnym i nieciekawym życiu w slumsach... ups, znaczy - w blokowiskach, jest hip-hop, w którym, międyz jednym k**wa a drugim k**wa doskonale rymuje się "pod blokiem na ławce" z "na haju po trawce". Zresztą, żeby dobrze grać country trzeba być rewelacyjnym muzykiem. Nie dobrym czy bardzo dobrym - rewelacyjnym. Piosenki country kompozycyjnie należą do jednych z najbardziej złożonych, bijąc na głowę utwory rockowe, popowe czy bluesowe.
|
|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
środa, 24 lutego 2010 00:01 |
|
Eva Cassidy to jeden z wielu przykładów na to, że mając zarówno talent, chęci jak i dobry materiał, można nigdy nie zostać odkrytym przez szersze grono odbiorców. A przynajmniej nie za swojego życia. Eva Cassidy zmarła na raka w 1996 roku, mając za sobą 15 lat zawodowego grania, nagrane 2 i pół albumu, i nieliczną rzeszę fanów, do których ta muzyka docierała. Nawet w ostatnim okresie Jej życia muzyka nie była jej podstawowym źródłem dochodów. Ostatni, pożegnalny koncert zagrała we wrześniu 1996 roku, na niecałe 2 miesiące przed śmiercią, kończąc go interpretacją utworu "What a Wonderful World"... Wokalistka stała się szerzej znana w 2000 roku dzięki Terremu Woganowi, brytyjskiemu spikerowi, prowadzącemu jeden z najpopularniejszych radiowych programów w Wielkiej Brytanii - "Wake up to Wogan", emitowanemu w stacji BBC, który trafił na jej nagrania i wyemitował je podczas swojego programu. W kolejnych tygodniach pośmiertna składanka Evy Cassidy, "Songbird" rozchodziła się jak w tysiącach egzemplarzy, a do dnia dzisiejszego sprzedano blisko 8 mln egzemplarzy jej albumów - głównie na Wyspach Brytyjskich i w USA.
|
|