|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
poniedziałek, 01 lutego 2010 02:38 |
|
Kilka godzin temu skończył się zorganizowany przez naszą Agencję koncert dla Haiti. Frekwencja nie była rewelacyjna, mimo wielu patronatów i informacji zarówno na dużych portalach jak i w radiach. Na chwilę obecną jeszcze nie wiem ile pieniędzy zebraliśmy , akurat kasę wzięla do domu Sylwia, mam nadzieję że mimo tego że na pewno będzie to skromna suma, to jednak na coś się przyda. Co do koncertu - zagrały 2 zespoły "od nas", Sha What X oraz Strefa. Muzycy ze sobą dobrze wspólpracowali i mam nadzieję że to nie ostatni koncert w którym możemy usłyszeć oba zespoły. Co do samych występów - Sha What X wypadł dobrze, jednak niestety nie było powtórki z Pretekstu, czyli koncertu rewelacyjnego. Może zabrakło prób w ostatnim czasie, trudno powiedzieć, ale na pewno następny znów będzie lepszy ;-). Swoją drogą - miło było móc w końcu posłuchać co tam Łukasz śpiewa, bo normalnie na ich własnych "paczkach" to go raczej mało słychać. Strefa utrzymała poziom z ostatniego występu, czyli było bardzo dobrze. W końcu miałem okazję przesłuchać większą część repertuaru chłopaktów, i naprawdę jest dobrze. Nowe utwory, szczególnie "W hotelowym pokoju" oraz "Wojna" mają energię, i jest to kawał dobrego materiału. Już nie mogę się doczekać aż położę łapy na zmasterowanej "Wojnie". Poniżej kilka zdjęć, więcej opisu nie będzie bo padam z nóg:-)
|
|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
poniedziałek, 01 lutego 2010 01:58 |
|
Jako że skończyłem serwis roweru, korciło mnie żeby go "wypróbować" po tych paru zmianach które wprowadziłem. Wymieniłem linki przerzutkowe, kółeczka w tylnej przerzutce, wszystko wyregulowałem... Aż prosiło się o chrzest bojowy. Od dawna korciło mnie żeby pojechać w góry w zimie na rower, zobaczyć czy się da jeździć, brakowało mi tylko motywacji. Dzisiaj po długim wahaniu zdecydowałem się pojechać. Cel - Szyndzielnia, jako że szlaki na tą górę są dość szerokie, poza tym - liczyłem na ich "ubicie" butami pieszych oraz nartami zjeżdżających miłośników "białego szaleństwa". Na miejsce dotarłem późno, bo grubo po 12. Początkowo miałem problem ze znalezieniem miejsca gdzie się wjeżdża na szlak na Szyndzielnie - była taka mgła, że będąc u podnóża góry jej nie widziałem. Po tym jak znalazłem drogę na Dębowiec było już lepiej. Początkowa część trasy była bardzo łatwa - szeroka, dobrze ubita nartostrada, podjezdżało się przyjemnie, jednak na Dębowcu popełniłem błąd. Nie zwróciłem uwagi na to, że na Szyndzielnie prowadzą stamtąd dwa szlaki, czerwony - główna nartostrada, oraz zielony - boczny, którym niestety pojechałem.
|
|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
środa, 27 stycznia 2010 01:14 |
|
Coheed and Cambria to powstała w 1995 roku amerykańska grupa rockowa, która w Polsce nie zdobyła jeszcze należnego jej uznania. Na koncie zespół ma 4 wydane koncept-albumy, opisujące sagę rodziny Killgannonów, żyjących w wymyślonym świecie w układzie Heaven's Fence. Mimo "osadzenia akcji" w całkowicie fikcyjnym świecie, zdecydowaną większość treści można przełożyć na realia naszego świata. Muzycznie zespół ewoluował od muzyki hardcore'owej do dosyć ambitnego, ale jeszcze "strawnego" progresywnego rocka. W tym klimacie utrzymana jest ostatnia płyta zespołu, "Good Apollo, I'm Burning Star IV, Volume Two: No World For Tomorrow", na której znajduje się kilka rewelacyjnych (moim zdaniem) kompozycji, których możecie posłuchać pod artykułem. Skład zespołu tworzą: Claudio Sanchez - wokal, gitary, klawisze (na płytach), teksty utworów Trevis Stever - gitary, chórki, syntezatory Michael Todd - bas, chórki Chris Pennie - instrumenty perkusyjne.
Nie rozpisując się specjalnie o muzyce zespołu, zapraszam do posłuchania twórczości poniżej...
|
|
Wpisany przez Dorian Rochowski
|
|
wtorek, 26 stycznia 2010 00:08 |
|
Dzisiejszy ranek spędziliśmy z Sylwią na poprawianiu deklaracji VAT-7 ... dokładniej to Sylwia je poprawiała, a ja napisałem Uzasadnienie korekty deklaracji. Po południu wizyta w skarbowym, rozwieszenie kilku plakatów Normalsów i później praca domowa do wieczora, przerywana krótką wizytą u kolegi i odkopywaniem bramy wjazdowej do garażu. Około 21 naszła mnie myśl że może warto byłoby przeserwisować sobie rower, skoro za zimno jest żeby jeździć, więc około 21:30 zabrałem się do roboty. Szczerze mówiąc - moje "koło" przedstawiało sobą obraz nędzy i rozpaczy. Rdzawy nalot na łańcuchu, kasecie, przerzutkach, do tego brud, piach i sól z posypanych dróg. Przy czyszczeniu ramy odkryłem parę odprysków, zapewne pamiątek z wycieczek po Beskidzie Śląskim. Szczerze mówiąc, mimo że jeździłem tym rowerem niewiele w tym sezonie, to nosi więcej "blizn wojennych" niż mój poprzedni, mocniej eksploatowany Northtec Cayon. Pracę przy rowerze z konieczności rozkładam sobie na kilka dni. Dzisiaj w parafinie wykąpał się łańcuch, oprócz tego wstępnie umyłem cały rower, ale widzę że bez zdejmowania przerzutek się nie obejdzie.
|
|
Poprawiony: wtorek, 26 stycznia 2010 00:34 |
|