Jeśli nie chcesz być zapomnianym szybko po śmierci, albo zaraz pisz rzeczy warte przeczytania,
albo czyń rzeczy warte opisania.

 - Benjamin Franklin

Bo trzeba mieć cel

Great DivideKiedy półtorej roku temu natrafiłem na informację Great Divide Mountain Bike Route, drodze rowerowej prowadzącej wzdłuż podziału hydrologicznego rozgraniczającego zlewiska Oceanu Atlantyckiego i Pacyfiku, zaczynającej się w Kanadzie, a kończącej w Meksyku, byłem pełen podziwu dla tych, którzy tą trasę pokonali.
W przyszłym roku mam zamiar pokonać tą trasę samemu. Trzeba w końcu mieć jakiś cel w życiu, wykraczający poza standardowe "założyć rodzine, posadzić drzewo itp", choćby nawet wydawał się ekstremalnie trudny do osiągnięcia. Dla mnie takim celem stało się pokonanie GDMBR, tej blisko 4500 km trasy, wiodącej z północy na południe Ameryki, podczas której ilośc podjazdów (66 km) równa się 8 krotnemu wjechaniu na Mt. Everest z poziomu morza.
Żeby ten cel osiągnąć na pewno będę musiał zdobyć sponsorów, którzy przynajmniej w części pokryją koszty wyprawy, ale to chyba nie powinno stanowić olbrzymiego problemu. Koszty wyjazdu oceniam na ok. 15 tyś złotych, a jako że będę pierwszym Polakiem pokonującym tą trasę samotnie (bo nie sądzę by ktokolwiek ze znajomych chciał ze mną jechać;-), myślę że jacyś sponsorzy się znajdą.

Będzie to ekstremalny test zarówno dla mnie, jak i dla wykorzystywanego sprzętu. O ile mój rower nie wymaga jakichś wielkich modyfikacji, o tyle na pewno będe potrzebował przyczepkę, sakwy i namiot, do tego trochę ciuchów i zapasowe części.
Samą trasę chciałbym pokonać w 60 dni, pokonując średnio 75-80 km dziennie, nadrabiając na płaskim terenie czas tracony w wysokich górach...
Poniżej trochę zdjęc "z trasy":













Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.