Jeśli nie chcesz być zapomnianym szybko po śmierci, albo zaraz pisz rzeczy warte przeczytania,
albo czyń rzeczy warte opisania.

 - Benjamin Franklin

Ride with me #1 - Czeski Serek

Co można zrobić tuż po zakończeniu zawodów Enduro Trails? Ano spakowac się do auta i pojechać w odwiedziny do znajomych z Opola - z misją "oglądania zdjęć" z tegorocznych wojaży. Słowo stało się ciałem, i po kilku drobnych przygodach i konieczności wytłumaczenia Kartonowi na czym polega różnica między "bardziej w prawo" a "bardziej prosto" dotarliśmy do Opola, obejrzeliśmy zdjęcia i poszliśmy spać. Oczywiście z  niecnym zamiarem wczesnoporannego wybycia do znanego nam skądinąd pasma Jaseników, gdzie mieliśmy się spotkać z chłopakami z BackcountryMTB.org, którzy eksplorowali okoliczne góry i sączyli lokalne trunki już od soboty.

Dobra, ale nie o tym tu. Pod górę wystartowaliśmy z Beli pod Pradadem, korzystając z dobrodziejstw asfaltowo-szutrowego podjazdu wyprowadzającego nas pod same schronisko. Oczywiście nie mogło obyć się bez przygód, bo mój rower po zawodach stwierdził że 'pierdzieli, nie jedzie", najpierw w formie odpadającego ramiona korby, a później - pękniętego (w środku ogniwa!) łańcucha. To oraz plażing w pobliżu jakiejś chatki opóźniło nasz przyjazd i zaprocentowało u oczekujących nas chłopaków ;-)

 

Tajemnica 3-godzinnego podjazdu na Serek jest... złożona:)

Tak czy inaczej. Dotarliśmy do schronu i zrealizowaliśmy tradycyjny plan zjazdowy, zabarwiony w niebiesko-żółtych barwach. Pierwsza linia (niebieska) to dość wymagający szlak z masą uskoków, korzeni i uskoków (wspominałem już o uskokach?) z paroma trudniejszymi momentami.,, ale dla mnie jest idealny - bo w końcu przeszkody mają taką wielkość, że je zauważam:)

"Typowy" krajobraz na niebieskim. Foto: ZaDymek

W połowie szlaku jest ścianka... no ok, może nie jest to bardzo stroma ścianka, ale jest sekcja z utrudnieniami. Następujące po sobie wysokie progi korzenne + zjazd po wyślizganej skale robią robotę. Wycena w skali G3R to jakaś czwórka, ale jedna z tych dających więcej satysfakcji:)

Agnieszka vs prożek na "blue line"

Niebieska linia ma tylko jedną wadę: wyprowadza do... nikąd. Dosłownie. Więc strategicznie pokonuje się ją zarówno w dół jak i w górę (z rowerem na plecach) aż do spotkania "żółtej linii", która roboczo możemy nazwać "flow line". Żółty to sprowadzający nas do ~700 m npm, długi, łagodny singiel z powbijanymi kamieniami, korzeniami i łagodnymi agrafkami. Jeden z najlepszych szlaków jakie jechałem.

Szlak jest żółty, i ponoć ta Santa też jest żółta... ponoć...

Zjazd żółtym był w zasadzie zrobiony bez specjalnego zatrzymywania. Bo jak człowiek "złapie flow" to nawet wizja najlepszych zdjęć nie jest w stanie go przekonać do naciśnięcia klamek i powstrzymania tego przypływu endorfin towarzyszącego przeskakiwaniu z jednego kamienia na drugi :)
No OK. Mieliśmy jedna przerwę, kiedy endorfiny ugryzły ZaDymkową oponę i zmusiły go do zmiany dętki.Ale i ten czas nie był zmarnowany...

Popraw swój współczynnik lansu. Zamów skarpety BackcountryMTB.ORG

OK. Lokowanie produktu zaliczone, więcej zdjęc już wrzucone do galerii to teraz jeszcze tylko obejrzeć dobranockę "poniżej" i możecie już iść;-)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.