Jeśli nie chcesz być zapomnianym szybko po śmierci, albo zaraz pisz rzeczy warte przeczytania,
albo czyń rzeczy warte opisania.

 - Benjamin Franklin

Brytyjski "osąd" Wyróżniony

Anathema - JudgementPłyta "Judgement" angielskiego zespołu prog/art rockowego Anathema została wydana w 1999 roku. Pierwszy raz się z nią zetknęłem około roku 2000 w nieistniejącym już stoisku muzycznym Luzak w tyskim Azecie, gdzie polecił mi ją pewien długowłosy sprzedawca o przenikliwym spojrzeniu, i od tego czasu muzyka płynąca z tej płyty jest ze mną - w mniejszej lub więkzej ilości. Można powiedzieć, że jest to jedna z tzw. "płyt życia", płyt które się nie starzeją, do których się ciągle wraca odkrywając nowe niuanse.
Rewelacyjny klimat, nawiązujący po części do twórczości Pink Floyd, po części do sceny doom metalowej, świetne aranże i przekaz - trochę pesymistyczny, ale jednak prawdziwy. Trudno jest tej płycie zarzucić cokolwiek jako całości, bo stworzona jest od A do Z z pomysłem, ale zacznijmy może od początku...

Płytę rozpoczyna delikatne wejście gitar akustycznych w utworze "Deep", które jednak grają tylko kilkanaście sekund, po czym na scenę wchodzą gitary elektryczne, pełne energii i ledwoposkramianej furii. Zwraca uwagę dobrze wkomponowany wokal, i duża ilość smaczków, takich jak przeplatanie brzmień gitar elektrycznych i akustycznych, spokojne klawisze, które dopełniają tła tego dość energicznego utworu. Już w trakcie wyciszania gitar elektrycznych przy zakończeniu utworu "wchodzi" gitara basowa, zapowiadająca kolejny utwor - "Pitiless", najcięższy brzmieniowo na płycie, jednak nie najmroczniejszy. Po chwili płynnie przechodzimy do "Zapomnianych nadzieji" - utworu "Forgotten Hopes", spokojnej kompozycji w której czuć ból i żal... "Ciemny klimat" pozostaje z nami w kolejnym utworze - "Destiny is Dead", który stanowi swego rodzaju przejście do kolejnej części płyty, rozpoczynającej się od niezbyt wciągającego utworu "Make it Right". To chyba jedyny utwór z tej płyty który przez te ostatnie 10 lat nie zdołał mnie do siebie przekonać. Ma ciekawe momenty, ale jako całość raczej nie wciąga, ale nie przeszkadza też w odsłuchaniu płyty od początku do końca, stanowiac kontrast do następujących po nim utworów. "One Last Goodbye" to pożegnanie braci Cavanagh, stanowiących trzon zespołu, ze swoją zmarłą matką. Wokalista w tym utworze przekazuje całą swoją gamę uczuć, smutku i żalu związanego z utratą
bliskiej mu osoby.
Kolejny utwór "Parisenne Moonlight"... jest po prostu genialny. Nic więcej o nim nie napiszę, bo tego się nie da ubrać w słowa. Następny na płycie "Judgement" - tytułowy osąd - mówi o zagubieniu w życiu. Zaczyna się spokojnie, po czym w drugiej minucie wybucha energią płynącą z przesterowanych gitar i mocnego rytmu.
Kończy się "scratchem" płyty, po którym wchodzi delikatny "Don't Look Too Far", wyciszający i zmuszający do przemyśleń. W środku utwór nabiera trochę energii po to, aby później znowu zwolnić do spokojnego zakończenia, z którego przechodzi do następnego "kawałka' - "Emotional Winter". Utwór dla mnie trochę nijaki. refren wprowadza trochę życia, ale - jak dla mnie - jest tego trochę za mało. Podobnie jak w przypadku "Make it Right" nie przeszkadza to w odbiorze całości, jednak sam z siebie bym go raczej nie puścił.
Kolejny - "Wings of God" - to solidna dawka mocnych, rockowych brzmień odgrywanych jednakże w dość spokojnym tempie. Utwór jest trochę przydługi, mniej więcej w połowie kończą się partie wokalne, a przydługie "outro" każe nam czekać na kolejną perełkę tej płyty - "Anyone, Anywhere". Kolejna spokojna ballada, która na myśl przywodzi trochę nagrania grupy Pink Floyd. Smutny klimat, wylewający się z głośników hektolitrami żal wokalisty i samotność, którą najwyraźniej bardzo w tym okresie odczuwał.
Płytę zwieńczają dwa akustyczne utwory - "2000 & Gone" i "Transacoustic".

Smutny klimat tego krążka sprawia, że nie jest to płyta dla każdego. Raczej skierowana jest do odbiorcy, któremu bliskie są klimaty muzyczne Pink Floyd, My Dying Bride czy chociażby polskiego Riverside. Szczerze mówiąc, rozczłonkowując ją na poszczególne kompozycje, czułem się trochę jakbym analizował budowę jakiegoś luksusowego samochodu, szukając mankamentów i niedociągnięć. Tą płytę powinno odbierać się jako całość, a jako całość jest świetna. Dla mnie solidne 9 w 10-cio stopniowej skali ocen, zdecydowanie najlepsze wydawnictwo w historii tej brytyjskiej grupy.

Poniżej trochę utworów umieszczonych na Youtube do posłuchania.

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.